Wniebowzięty w Lisbonie, Porto i Faro

Lizbona

Mieszkam w starej kamienicy. Lokal jest duży, wydaje się przesiąknięty tajemniczością. Przez uchylone okno sutereny dobiega dźwięk saksofonu. Improwizacja. Na dole słychać śpiew kanarka, jakby chciał dopełnić tryle dźwięku z instrumentu. Kiedy tak leżę w dużej sypialni patrzę na suszące się pranie. Zawieszone na wyższej i niższej kondygnacji budynku. Cyganeria czy zwykły ludzki los? Zapewne jedno i drugie…

Porto

Dałem się ogarnąć fali radosnego podniecenia i podziwu zarazem dla otaczającego mnie surowego piękna. W cieniu wąskich uliczek sączyłem zapach kawy, grillowanej ryby i bryzy Oceanu…
A mieszkańcy Porto, taktownie mili, ale chyba skłonni do unikania towarzystwa turystów.

Faro

Siedzimy w knajpie nad brzegiem Oceanu. Zachód słońca i cienie lądujących samolotów dodają mistyczności naszego tu i teraz. Za każdym razem, kiedy moje stopy dotykają rozgrzanej Ziemi czuję przypływ energii, staję się centrum Wszechświata. Życie tu, wydaje się nieustannym błogostanem, pozbawionym emocji. Chcę to utrzymać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.