Czy tam pasuję?

Jaka jest Australia? Kiedy długie godziny lotu wypełniały mój umysł fantazjami, myślałem o niej jak o raju. Ciepłym, słonecznym, egzotycznym ze wspaniałymi ludźmi. I tak w istocie jest. Pierwszy oddech zaczerpnięty po wyjściu z samolotu. To bryza oceanu i woń kwiatów, owoców, kawy, czekolady czy wanilii – zmysłowa, kojąca zmęczenie.

Gold Coast to moje miejsce na Ziemi. Lubię kawę z „Tower 34 Cafe” w Surfers Paradise. Lubię świeże krewetki z białym winem, zrobione w kilka minut w Ocean Royale Apartments.

Currumbin Wildlife Sanctuary
Currumbin Wildlife Sanctuary
Point Danger (Tweed Heads)

Jedzenie bywa lepsze i gorsze – ja te hotelowe, które powiela oklepany anglosaski styl: owsianka, chleb tostowy, jajecznica… W temacie zaopatrzenia w produkty spożywcze polecam doskonale sklepy Woolworths oraz targi rybne i warzywne. Warzywa czy owoce morza smakują nieziemsko. Widząc na półkach różne ich rodzaje człowiek zastanawia się dlaczego Bóg ominął Europę Środkową [na zdjęciu Przegrzebki zapiekane z serem i kawiorem na targu rybnym w Sydney – palce lizać!].

3 tygodnie to mało a zarazem dużo, by musnąć „Aussie livestyle”. Tęsknię za tymi ludźmi – otwartymi, pogodnymi, żyjącymi na luzie, bez spiny. Mijając ich w zatłoczonym downtown Brisbane czy Sydney nie widzi się pompatycznej, ociekającej przepychem teatralnej pozy – „zastaw się a postaw się”. Po prostu jesteś sobą, jeździsz zwykłym samochodem, facet trzyma faceta za rękę, kobiety całują się gdzieś za rogiem, biały, czarny, Azjata, muzułmanin… Wolność, żyjesz jak chcesz i przy tym stać cię na wiele.

Nie opuszczam Australi, ona jest we mnie. O szczegółach kolejnych eksploracji tego kontynentu wkrótce…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.